Przechadzałem się po pewnych niezamieszkiwanych terenach aż wyniuchałem zapach... zapach wilka. Kilka kroków później zobaczyłem sylwetkę drapieżnika. Miał wiele bandaży i utykał na przednią łapę. Pomimo to i tak rzucił się na mnie. Walka była zażarta i niszczyła nasze zasoby energii. W końcu oboje przestaliśmy walczyć.
- Orion.- przedstawiłem się.
- Oath.- odpowiedział dysząc.
Zostaliśmy sojusznikami pod jednym warunkiem.. "Członkowie mojej watahy będą bronić twoich, a wy zaś będziecie przynosić nam do jedzenia najpyszniejsze i regenerujące rośliny". Zgodziłem się. Podzieliliśmy tereny na dwie części oraz nazwaliśmy się Zachodem Wieczności odkrywając piękne zakamarki tego miejsca jak i też te mroczne. Wobec siebie byliśmy nieufni,a także podejrzliwi.
Dwa inne charaktery pogodzone przez sojusz, który można przerwać i tego obawiałem się najbardziej, lecz on okazał się dobrym przyjacielem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz